Bekowe teorie spiskowe o Dziewuchach czyli co o nas nakłamali przez 10 lat

Internet wiedział o nas wszystko. Nawet rzeczy, o których same nie miałyśmy pojęcia. Z okazji naszych dziesiątych urodzin przedstawiamy Wam najtwardsze fakty i bekowe mity o DD.


1. Przychodzi szejk do feministki

Teorie spiskowe o inicjatywie Dziewuchy Dziewuchom zaczęły się pojawiać niemal natychmiast po założeniu grupy i mnożyły się przez kolejne miesiące, a nawet lata. Ich przegląd, z perspektywy dekady działalności, to prawdziwa wycieczka przez meandry ludzkiej wyobraźni. Najbardziej spektakularna wydaje się dziś hipoteza z 2016 roku. Część komentatorów była przekonana, że za polskim ruchem feministycznym stoją naftowi szejkowie z Kuwejtu. Taką myśl wyłowiłyśmy w internetowej dyskusji na fejsbuku. Archiwalny skrin tej wypowiedzi zniknął niestety przy formatowaniu dysku, co jest dla nas nieodżałowaną stratą. Natomiast skąd połączenie polskiego feminizmu z kuwejckimi pieniędzmi – trudno powiedzieć. Rozmach tej teorii robi jednak wrażenie nawet dziś. Przyznajemy, że szejk fundujący działalność lewicową, brzmi jak nasza erotyczna fantazja. 

2. Czekamy na przelew

Wraz z rosnącą polaryzacją polityczną w Polsce pojawił się kolejny, dobrze znany motyw – że nasza inicjatywa otrzymuje pieniądze od George’a Sorosa. Był to zresztą dyżurny zarzut pod adresem wszelkich równościowych organizacji i inicjatyw – obóz prawicy przekonywał, że wszystko co lewackie „chodzi na pasku Sorosa”. Najzabawniejsze jest to, że oskarżano nas o współpracę z funduszem Open Society zanim jeszcze zorientowałyśmy się kim jest jego założyciel. Niemniej, do dziś nie otrzymałyśmy od George’a ani złotówki, co uważamy za srogi chichot losu, bo hajs jak najbardziej nam się należy. Po tylu latach walki z teorią przelewów od Węgra, zasługujemy choćby na premię za straty moralne. Warto dodać, że nasze domniemane powiązanie z Sorosem jest częścią większego uniwersum. W tym wyobrażeniu należymy do cywilizacji śmierci, która wzięła na celownik „tradycyjne wartości rodzinne”, chce zmieniać dzieciom płeć i urządza sobie rytualne uczty z płodów. W tym lore jedno wynika z drugiego. Nadążacie?

3. Influencerki bez targetu

W ramach życzeniowych spekulacji, słyszałyśmy też, że zarabiamy krocie na prowadzeniu grupy i kanałów społecznościowych DD. Byłaby to super sprawa, gdyby nie fakt, że żaden komercyjny byt nie zechciał dotąd regularnie na nas łożyć. Gdy się krytykuje i władzę i opozycję, jedzie po konwenansach i dowcipkuje z „życia napoczętego” to nie ma ofert, w których można przebierać. Trudno też znaleźć markę, której targetem są kobiety z tak krytycznym spojrzeniem na rzeczywistość, ciętym językiem i alergią na głupoty. Faktem jest jednak, że od czasu do czasu otrzymujemy zaskakujące propozycje współpracy od dystrybutorów sztucznych rzęs i urządzeń do fitnessu. Żadne z nas influencerki, ale… myślicie, że powinnyśmy się skusić? Bo z Waszych darowizn, póki co, nie zrobimy sobie raczej ciepłych posad. Musicie się bardziej postarać 🙂 Regularne wsparcie otrzymujemy od bardzo kameralnego grona osób prywatnych – Dziewuch, Dziewuchów i Osób Dziewuchowych. Dlatego, w trakcie minionej dekady, musiałyśmy normalnie chodzić do roboty. Nie z wyboru, ale z życiowej konieczności. „Dziewuchy” robiłyśmy i nadal robimy po godzinach. Ktoś mógłby powiedzieć, że hobbystycznie, ale… no cóż, nie zawsze jest to czysta przyjemność.

4. Made in CHRL

Jedna z koncepcji zarobkowych – dość popularna – przypisywała nam również biznesową smykałkę i plan sprzedaży gadżetów made in China. Miałyśmy ponoć importować na potęgę smycze i kubki z logo DD. To kolejny pomysł na pierwszy milion, którego nie wykorzystałyśmy. Wprawdzie nie jest tajemnicą, że że sporo organizacji inwestuje w ten rodzaj promocji, ale my nie chciałybyśmy zgrzeszyć nieekologiczną decyzją marketingową. Wystarczy, że w roku pańskim 2016 i 2017 splamiłyśmy się zamówieniem kilkudziesięciu plastikowych pinów i kilku poliestrowych flag z napisem „Dziewuchy Dziewuchom” – niech nam wybaczy Matka Ziemia i osoby, do których trafiły te koszmarne „gifty”. Bijemy się w pierś. A co do smyczy reklamowych… kto wie, może w ramach subwersji (o kobietach, które zerwały się ze smyczy) poeksperymentujemy trochę z rękodzielniczą wersją tego projektu. Dla śmiechu. Tylko dajcie nam czas na zebranie surowców z drugiej ręki, żeby zachować projekt w duchu recyklingu. Zaśmiecanie świata bezużytecznym merchem to słaby pomysł.

5. Feminizm, koty i dramatyczna matematyka

Wyjątkową żywotność w kontekście Dziewuch ma też oklepane przekonanie, że feministki to rozgoryczone singielki z gromadą kotów. Ze stereotypami od zawsze jest jeden problem – najwięcej mówią o osobach, które je powtarzają. Tak się składa, że koty – owszem – lubimy, ale w naszym gronie tylko trzy z ośmiu osób mogą pochwalić się wąsatym czworonogiem. Dla równowagi mamy w ekipie także trzy psy. Czy to się jakoś matematykuje? Na domiar złego żadna z nas nie jest singielką, a co gorsza – trzy z nas są matkami. Jakie są reguły tej spiskowej logiki? Póki co, działamy sobie w dość dużej zgodności światopoglądowej i jesteśmy w miarę jednomyślne – także w kwestii rozdawania banów 🙂

6. Tajne romanse polityczne

W związku z tym, że dobry socjal uważamy za minimum, na które powinno wysilić się każde państwo, wielokrotnie przypisywano nam romanse z PiSem. Wiecie, że niby jesteśmy wilkiem w owczej skórze – ukrytą opcją konserwatywną w polskim internecie. Trochę nas bawi, ale bardziej smuci, słabe rozpoznanie czym różni się lewica od prawicy w Polsce. Oraz na czym polega populizm, którym z premedytacja posługuje się PiS. Tylko ciężkiego ignoranta może dziwić fakt, że program 500+ uważamy za dobry i mocno spóźniony pomysł, a argument o „rozdawnictwie” pieniędzy z budżetu państwa to dla nas śmiech na sali. Otóż państwo nie ma własnych pieniędzy. Budżet należy do wszystkich ludzi, co nie przeszkadza klasie politycznej nieustannie go okradać. Także nie żałujemy „państwowych” środków na nikogo – ani na dzieci, ani na duże rodziny, ani na osoby seniorskie. Z chęcią rozdałybyśmy je wszystkim ludziom o niskim statusie ekonomicznym. Czemu? Bo nie ma żadnej „niewidzialnej ręki rynku”. Są za to liczni niekompetentni politycy i urzędnicy, których ręka sięga po cudzy hajs, jak po swoje. Jest też pewien aktor, Andrzej Chyra, który ogłosił światu, że „Dziewuchy konsekwentnie grają w drużynie PiS” XD. Mamy nadzieję, że już czuje się lepiej, a żenujące podrygi obozu Tuska schłodziły jego emocje.

7. Partyjne plecy

Wielu osobom trudno było skategoryzować nas politycznie – często byłyśmy i jesteśmy pytane o przynależność partyjną. Zakładano, że możemy być przybudówką Razem, Platformy albo Zielonych. W Polsce niewielu ludziom przychodzi do głowy, że polityka parlamentarna to dno, a jej wspieranie jest jak kibicowanie polskiej reprezentacji piłki nożnej albo rodzimej gwiazdce na Eurowizji. Ogromne emocje, płytkie odwołania do „uczuć patriotycznych” i wyniki, które rozczarowują. Wiele hałasu o nic. Dlatego odpowiadamy niedowiarkom: nie jesteśmy zwolenniczkami żadnej partii i do żadnej też nie należymy. A to dlatego, że potrafimy odróżnić uprawianie politykierstwa od rozwiązywania faktycznych problemów społecznych i gospodarczych. Tymczasem w istniejącym systemie walka nie toczy o się o przeforsowanie najlepszych pomysłów. Walka toczy się o uzyskanie lub utrzymanie władzy. To gra, w której przegrywają wszyscy. Niestety dzisiaj dobre rozwiązania to jedynie efekt uboczny wojenek o elektorat, toczonych między poszczególnymi frakcjami. A taki układ warto mieć w dupie lub przynajmniej traktować go z należyty dystansem. Jesteśmy realistkami, dlatego nie wspieramy żadnego ugrupowania. Chcemy natomiast wpływać na polityki publiczne – aby wyrównywać szanse na godne życie, ograniczać krzywdy i redukować szkody. Konkretny zestaw naszych poglądów i wartości zawsze można odświeżyć sobie tutajTo takie przyjacielskie przypomnienie, że do działalności politycznej nie trzeba mieć legitymacji partyjnej.

Tym gorzej dla faktów

Przytoczone teorie to fragmenty internetowego folkloru, które od zawsze traktowałyśmy z przymrużeniem oka. Ale ich konstrukcja jest dość wymowna – odwołują się do niejasnych układów, do żądzy zysku lub problemów osobistych, które miałyby nas obciążać. Tworzą obraz świata, w którym nie ma miejsca na autentyczny sprzeciw wobec niesprawiedliwości czy na działanie pozbawione cynicznych motywacji. Ta podejrzliwość jest projekcją lęku, który towarzyszy nam w patriarchalnym i kapitalistycznym układzie sił. Żyjemy w przekonaniu, że do pola widoczności mają dostęp tylko ludzie dość bogaci, by go sobie zapewnić, lub dość cwani, by się do niego dopchać. Nie jest to więc problem wyłącznie “Dziewuch”, ale coś, z czym musi się mierzyć niejedna oddolna inicjatywa, na tyle duża czy głośna, by wytworzyć dysonans poznawczy. Konfrontowanie się z własnym poczuciem bezradności i braku wpływu na rzeczywistość bywa tak bolesne, że niektórym łatwiej generować mroczne wizje, niż uznać, że można żyć inaczej. Albo przynajmniej spróbować coś zmienić. Dlatego, dopóki siły nam pozwolą, będziemy nadal działać po swojemu – w dowód, że uległość wobec systemu nie jest żadną regułą. 

Prawda jest zazwyczaj mniej sensacyjna, niż spekulacje. Wbrew plotkom nie jesteśmy ani tajnym projektem miliarderów, ani marketingowym startupem, ani antymęskim kultem z kotami w tle. Jesteśmy grupą zwykłych osób, które po prostu nie mają ochoty siedzieć cicho. Teorie spiskowe, które powstają wokół Dziewuch, świadczą o tym, że niektórym nadal łatwiej uwierzyć w niewiarygodne scenariusze, niż w to, że kobiety mogą się po prostu skrzyknąć, dogadać i robić coś sensownego – konsekwentnie i za darmo. Żyjemy w świecie, gdzie łatwiej wyobrazić sobie międzynarodowy spisek, niż dopuścić do głowy myśl, że pewnego kwietniowego popołudnia, 30-letnia kobieta – słusznie wkurwiona medialnymi doniesieniami o kolejnym zakazie aborcji – założyła na fejsbuku grupę, do której zaprosiła swoje znajome. Z jednego prostego powodu: żeby wymienić się informacjami, podzielić frustracją i wspólnie poszukać rozwiązań. Te znajome miały swoje znajome, a te znów – kolejne. I tak, metodą kuli śnieżnej, powstało forum, które dało miejsce na dzielenie się emocjami, pomysłami, obawami i doświadczeniem. Nie dlatego, że ktoś wyłożył pieniądze, zrobił ogólnopolską kampanię czy posłużył się manipulacją. Ale dlatego, że gniew kobiet jest prawdziwy, realny i sprawczy. A to nie mieści się seksistom w głowach.

Czy ten artykuł był przydatny?
Tak 👍Nie 👎

Sprawdź podobne artykuły

Bądź na bieżąco!

Zapisz się na nasz nowy newsletter, aby dostawać wiadomości bezpośrednio na swoją skrzynkę elektroniczną. Zostańmy w kontakcie!

Skip to content