Co można dostać od polskiej policji na Dzień Kobiet? Burdę na Manifie. To jest prezent od granatowych, który świetnie pokazuje nam czym jest szacunek wobec kobiet w praktyce. Dlatego oprócz podziękowań dla organizatorek tegorocznej warszawskiej Manify – za świetnie przygotowane inkluzywnego wydarzenia – opisuję też żenującą akcję z marszu 2026. Dlaczego? Z kronikarskiego obowiązku. Bo policjanci kolejny raz musieli pokazać jakimi są głuptaskami. Niech ten symboliczny incydent nie ujdzie Waszej uwadze.
Tegoroczna, czyli już XXVII, edycja warszawskiej Manify poszła pod hasłem „Solidarność w czasach kapitalipsy”. Od lat organizuje ją Porozumienie Feministyczne 8 Marca, które integruje postulaty różnych grup podlegających wykluczeniu: osób z niepełnosprawnością, osób migranckich, osób queerowych, osób pracujących seksualnie, osób o niskim statusie ekonomicznym. W tym roku także osób zwierzęcych, reprezentowanych przez aktywistyczne osoby wegańskie <3 Zakres ideowy i inkluzywność wydarzenia są czymś bardzo krzepiącym na polskiej ziemi. Ten szeroki sojusz aktywizmów i postaw równościowych jest jaskrawym zaprzeczeniem mitu, że lewica „potrafi się tylko kłócić”. Mam głębokie przekonanie, że te „kłótnie” czyli konfrontacje różnych podejść i metod działania, są tym, co świadczy o żywym kontakcie z rzeczywistością. W dynamicznym świecie, gdzie opresje dokonują ciągłych metamorfoz, potrzebujemy wrażliwej obserwacji, aby dostrzegać nowe formy niesprawiedliwości. Ich nazywanie i dyskutowanie świadczy o społecznym zaangażowaniu, a nie o konfliktowości. To świetna sprawa, że tak wiele aspektów może wybrzmieć w przestrzeni Manify.
Choć niezgoda (i słuszny gniew!) na układ panujący w globalnym „porządku” jest motywem przewodnim demonstracji, nie brakuje na Manifie wzajemnej troski. Wszak nigdzie nie zajedziemy bez solidarności – tylko ona chroni nas przed systemową przemocą. W wymiarze organizacyjnym przejawia się to obecnością tłumaczek Polskiego Języka Migowego, dostępnością riksz dla z osób z trudnościami w poruszaniu się i możliwością skorzystania z zatyczek do uszu (gdy muzyka między przemówieniami jest dla kogoś za głośna). Czy kojarzycie to z innych protestów? Ja nie, a byłam na wielu. Bardzo mnie cieszy, że idee skandowane przez tłum i wyrażane w hasłach na banerach, ucieleśniają się na Manifie poprzez zwiększenie dostępności wydarzenia. Kto ma realizować nasze idee, jeśli nie nie będziemy robić tego samx – lokalnie, dla naszej własnej społeczności?
Wracając do słusznego gniewu – otóż nikt nie wystrzelił rac ani na Placu Konstytucji, ani na żadnym innym przystanku pochodu. Natomiast warto wspomnieć, że za taki czyn na Manifie we Wrocławiu, kobiety wciągnięto – tak, w ich międzynarodowe święto – do policyjnych suk. Możliwe, że w stolicy byłoby tak samo, bo monopol na pirotechnikę od lat mają tutaj nietykalni naziole – choć wcale na tym nie poprzestają. Jak pokazuje historia z lat 2010-2020 w listopadowe święto oprócz rac lecą też personalne inwektywy, rasistowskie hasła, a czasem kostki brukowe. W tych sytuacjach stołeczna policja jednak nie reaguje, lub reaguje słabo. Co innego, gdy kobiety lub osoby queerowe wyjdą na pokojowy spacer.
8 marca 2026 w Warszawie wystarczyło odczytanie wiersza „Mam uczulenie na pierdo***ie”, aby panowie w mundurkach najpierw zabrali na bok, a następnie wylegitymowali osobę recytującą tekst. W pewnym sensie, to piękne, że poezja XXI wieku jest w stanie nadal budzić emocje. Ale tak całkiem serio – naprawdę uważacie, że nie ma opresji wobec kobiet i osób queerowych w Polsce? A policjanci są dobrzy i konieczni, bo łapią złodziei? Przypomnę więc raport MSWiA z 2015 roku, który badał poziom agresji wśród policjantów. Wirtualna Polska dotarła do danych, które ministerstwo pragnęło ukryć przed opinią publiczną: <64 proc. funkcjonariuszy to zwolennicy przeprowadzania interwencji „wszystkimi dostępnymi metodami”>. A dla ilustracji tego faktu, trzeba było być z nami w niedzielę w centrum Warszawy i zobaczyć na własne oczy, jak banda dziadersów próbuje dyscyplinować młode kobiety. Z podstawą prawną, ale bez faktycznej. Słowem: bez powodu.
Przepychanka z granatową masą trwała 10 minut (mamy pełne nagranie z zajścia), a zakończyła się informacją, że spisane osoby mogą złożyć zażalenie na działanie funkcjonariuszy. Wprawdzie nie zostałam zatrzymana ani spisana, ale swoje zażalenie na mundurowych składam otwarcie: jesteście żenującymi dziadersami w służbie dziadersów. Wstyd i kompromitacja. A dla tych, które i którzy uważają, że cenzorskie zapędy stołecznych granatowych wcale nie były nadgorliwością, mam ważną informację: nawet polskie sądy uznają szerokie normy języka protestu i nie zakazują publicznego wyrażania gniewu. Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał w 2024 roku, że „Obywatele mają prawo do emocji, do oceny władz i do wyrażania sprzeciwu nawet w formach, które niektórych mogą razić. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zostali pozbawieni prawa do dyskusji na ważny dla nich temat.” Dość przypomnieć, że jednym z pamiętnych haseł Strajku Kobiet było krótkie i treściwe „Wypierd***ać” kierowane pod adresem rządu PiS. I co? I nic. Za to czytanie wiersza z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet bulwersuje funkcjonariuszy tak, że muszą działać. Kiedy się nauczą trochę lepiej maskować swoje seksistowskie uprzedzenia?
Warto dopisać, że policja regularnie nadużywa władzy na demonstracjach i przegrywa większość spraw w sądach, które wytaczają jej protestujący. Toteż uczciwie zachęcam by „je***ć, je***ć i się nie bać”. Czekam na równie głębokie zaangażowanie panów policjantów w przeciwdziałanie faktycznej przemocy – ze strony koleżków świętujących niepodległość ojczyzny, ze strony mężczyzn maltretujących kobiety i dzieci za zamkniętymi drzwiami i ze strony oszołomów atakujących aktywistki aborcyjne pod przychodnią ABOTAK. To jedno z moich życzeń z okazji Dnia Kobiet – więcej sprawiedliwości zamiast kwiatków i czekoladek. Będę dalej patrzeć na ręce i w bloczki funkcjonariuszy. Policzę liczbę wystrzelonych rac i spróbuję oszacować straty miasta w wyniku dorocznej listopadowej dewastacji. Bo policyjna hipokryzja jest tak widoczna, że da się ją zwymiarować i opisać liczbami. Kilogramami śmieci, decybelami hałasu i nakładem banerów z mową nienawiści. Oraz przypieprzaniem się do byle czego – choćby wiersza na Manifie. Ale może po prostu mam uczulenie na policyjne pierdolenie.
Ta przypowieść jest o tym, że służba, która miała chronić nasz pochód (zarówno ten, jak wiele poprzednich), widzi w nas wrogi element. To znamienna ilustracja tego, jak wygląda codzienność grup wykluczonych w tak zwanym systemie – na który składa się kultura, ekonomia i polityka. Kobiety i osoby queerowe nie mogą bez incydentu przejść przez miasto w pokojowej demonstracji. Pewnie „same się prosiły”, co? Tymi wesołymi piosenkami, równościowymi postulatami i tańcem. Te wszystkie mikro- i makro agresje składają się na historię naszego życia. Nie da się go przejść bez zaczepki, tak jak nie da się zrobić pokojowego przemarszu bez patriarchalnego trollingu. Dlatego dajcie spokój z podważaniem zasadności feminizmu. Zamiast tego dołączcie do manifowego korowodu za rok – w geście solidarności i na pohybel dziadersom – tym w mundurach i tym bez.




